Z tego co on o sobie powiada widać, jak bardzo roztropnie postępował, poprzestając na małem. Znosił bowiem nędzę, chcąc się wydostać z nędzy. Wielu na jego miejscu robiłoby długi nowe, aby za pożyczone pieniądze panów udawać, wolałoby się zastawiać, byle się przed innymi wystawiać. To też tacy zawsze przepadają, gdy, przeciwnie, ratujących się szczerze i Bóg i dobrzy ludzie zawsze wesprą.
Brzostowski pokrzepiony pomocą swego sąsiada, zaczął na pewno, przemyśliwać o podźwignięciu swojego majątku i o umoralnieniu swoich włościan.
Co też Brzostowski dla swoich włościan zrobił?
Pierwszą jego czynnością było, że wszelką pańszczyznę w dobrach swoich skasował. Wchodząc w posiadanie swego majątku, nie chciał być tylko panem ludzi w jego wioskach osiadłych, ale ojcem, prawodawcą, nauczycielem, przewodnikiem. Poznał w najbiedniejszym swojego brata, co na owe czasy było rzadkością, a więc większą zasługą. Wprawdzie jeszcze za czasów, kiedy u nas był król i ostatni wielki sejm się odbywał w Warszawie, ustanowiono prawo, aby każdy włościanin był wolny: żeby mógł gdzie zechce zamieszkać, grunta gdzie zechce nabywać, szlachcicem za dobre sprawowanie zostać. Ale to tak piękne postanowienie dla wielkich przeszkód nie było wykonane. I dopiero w naszych czasach ukaz Najwyższy Cesarza Aleksandra II też samę wolność nadał, jaką wtedy chcieli ogłosić. Ale niektórzy panowie uczensi z własnej woli od pańszczyzny włościan uwalniali, dając im grunta na wykup. Tak zrobili: Zamojski, Jabłonowska, Czartoryski, Chreptowicze, Poniatowski, Przebendowski, ksiądz Brzostowski, ks. Staszyc i inni. Oni się bowiem zajęli losem biednych włościan, którzy, pracując na dworskich gruntach, nie mieli swojej własności i przez nieludzkich rządców często bywali srogo nękani. Chociaż znowu w naszym kraju było daleko lepiej włościanom, aniżeli u innych narodów. U nas jeżeli pan był sumienny i sam się zajmował gospodarstwem, to włościanie dobrze byli uważani i dworowi wdzięcznością się odpłacali. Ale daleko lepiej od wszystkich gdy już pańszczyzna zniesiona. Z tego względu Brzostowskiemu należy się pochwała za to, iż lubo sam biedny, dla włościan swoich czyni tak wielkie dobrodziejstwo. Żeby zaś nie ponosić własnej szkody z tego daru, Brzostowski w taki sposób postąpił:
- „Uwalniam was, rzekł do włościan swoich, od wszelkiej przymusowej roboty. Bo wszelka przymusowa robota poniża człowieka, zmienia go w bydlę, wystawia go na tysiączne pokrzywdzenia i tamuje jego wykształcenie”. I zapowiedział włościanom, że za najem chałup, w których mieszkają, będą mu płacić rocznie po rs. 1 kop. 80, za ogrody zaś, znajdujące się przy domach, czynszu rocznego po jednej kop. od pręta kwadratowego. Włościanie zgodzili się na to. A Brzostowski ogłosił:
- „Kto chce, może wartość swego zabudowania spłacać dworowi przy czynszu, nieznacznie, drobnemi ratami tak, że po spłaceniu będzie mógł powiedzieć: „Mieszkam w swym własnym domu”.
– Jakże będzie z opałem? – zapytali włościanie swego dziedzica.
Ten im odpowie: „Każdy, kto ma ognisko, to jest piec i komin, zapłaci dworowi rocznie talara, a za to mu będzie wolno zbierać suche gałęzie w lesie na opał.”
- A jakże będzie z reparacyą, z postawieniem domów?
Mówi Brzostowski: „Wy sami osądźcie.”
- Jużci kto płaci najem ze swojej chaty dworowi, temu dwór powinien dawać drzewo do naprawy bezpłatnie.
Odpowie Brzostowski: „A kto zechce reparować lub stawiać budowle własne, ten kupi ode mnie drzewo po zwyczajnej taksie leśnej.”
- Ajużci. Ale nie wiemy, jak będzie z utrzymaniem inwentarza?
„Za opłatą roczną 15 kop. od konia, 7½ od jednej sztuki bydła, dozwalam wam pastwisk na smugach i polach dworskich, nawet w lesie, byle tam nie był wyrąb zatknięty.”
Tak zawartą została umowa ustna.
A pozostawało się porozumieć co do najgłówniejszej rzeczy, co do roli i łąk przez włościan dotąd posiadanych. A było tego 150 włók, wszystko lichej ziemi. Więc Brzostowski wpada na pomysł taki: sam, jako geometra, mierzy i dzieli grunta na kwadratowe morgi, a to w taki sposób, żeby dla każdej osady były cztery pola. Wszyscy z ciekawością czekają końca, co to ma znaczyć. Aż tu ich dziedzic oznacza jeden dzień na licytacyą każdy mórg osobno, choćby za najmniejszą cenę. Licytacya odbywa się publicznie, na gruncie, a do niej należeć mogą włościanie w jego majątkach zamieszkali. Każdy z nich może, wiele mu się podoba i w jakiem miejscu zechce, wziąć przez licytacyą w dzierżawę. Pola orne można wydzierżawić na 6 lub 10 lat, a łąki tylko na rok jeden. Sam widok licytacyi zgromadza ciekawych, budzi z odrętwienia.
Przedtem gospodarze oglądają pola, badając gdzie się co urodzi i wiele postąpić można. Potem jeden się raduje, iż mu się udało wziąć taniej, a inny smuci iż za wysoko pędził; każdy stara się dobrze pole obrabiać, aby mu dzierżawa korzyść przyniosła.
Brzostowski, chociaż sam akuratny i ścisły i nic z ceny nie ustąpi, to jest jednak miłosierny i wyrozumiały, dozwala spłaty drobnemi ratami dopełniać, lub w naturze odrabiać.
Ustanawia także procenta, w których i summa się spłaca. Na każdego zaś licytującego kładzie warunek, że ma w obsiewie gruntu trzymać się kolejki o czterech polach. Jedne pole obsiać kartoflami, z których pewną ilość do dworu ma dostawić, jak też i pewną ilość siana z łąki. (cdn.)